figura Lissajous na minimalistycznym tle

Czego nauczył nas Martindale i dlaczego dziś patrzymy szerzej 

Wojna, filc i bardzo brytyjski pomysł

Leeds, rok 1942. W laboratoriach Wool Industries Research Association dr James Graham Martindale pracuje nad sposobem badania odporności specjalnej tkaniny ochronnej przygotowywanej dla wojska. Materiał miał chronić przed gazami bojowymi. Ostatecznie nigdy nie został wykorzystany na froncie, ale sama maszyna została z przemysłem na kolejne dekady. Trudno się temu dziwić. Pomysł był wyjątkowo skuteczny. Należało sprawdzić, jak długo materiał wytrzyma tarcie, ale zrobić to w sposób całkowicie powtarzalny. 

Martindale wykorzystał ruch oparty na figurze Lissajous, dzięki której włókna były ścierane w wielu kierunkach jednocześnie, bardziej podobnie do rzeczywistego użytkowania mebla niż do zwykłego przesuwania materiału po jednej linii. W latach czterdziestych było to podejście niemal obsesyjnie precyzyjne, co brytyjski przemysł tekstylny uznał najwyraźniej za całkowicie rozsądny sposób spędzania czasu wojennego. 

I przez długi czas wyglądało na to, że miał rację. 

Diagram figury Lissajous
Diagram figury Lissajous


Jedna liczba, która uspokajała wszystkich

Test Martindale’a zaczął stopniowo trafiać do przemysłu tekstylnego, a później również do branży meblarskiej. W latach pięćdziesiątych brytyjska firma James H. Heal & Co Ltd rozpoczęła produkcję komercyjnej wersji urządzenia. Dodano elektryczny licznik cykli i automatyczne zatrzymanie po osiągnięciu określonego wyniku. 
Pracownik nie musiał już siedzieć przy maszynie z notesem i liczyć cykli do późnej nocy, co w brytyjskim przemyśle tekstylnym uznano za znaczący postęp cywilizacyjny. 
Z czasem branża coraz mocniej zaczęła wierzyć, że trwałość tkaniny da się zamknąć w jednej liczbie. 
Wysoki Martindale dawał poczucie bezpieczeństwa producentom, architektom, inwestorom i wszystkim ludziom, którzy lubią wierzyć, że istnieje parametr zdolny przewidzieć przyszłość materiału.Z czasem branża coraz mocniej zaczęła wierzyć, że trwałość tkaniny da się zamknąć w jednej liczbie. 
Wysoki Martindale uspokajał producentów, architektów i inwestorów. Parametr z laboratorium stopniowo urósł do rangi czegoś znacznie większego niż zwykłego testu ścierania. 
Przez pewien czas wydawało się nawet, że brytyjskie laboratorium z Leeds rzeczywiście znalazło sposób, żeby przewidzieć przyszłość materiału. 

Problem polegał na tym, że sofa nie jest laboratorium

Dość szybko okazało się, że odporność na ścieranie nie zawsze przekłada się wprost na jakość codziennego użytkowania. 
Materiał może bardzo dobrze wypadać w warunkach laboratoryjnych, a jednocześnie po kilku latach gorzej wyglądać, tracić miękkość, źle reagować na intensywne czyszczenie albo zwyczajnie starzeć się mniej elegancko, niż sugerowała karta techniczna. Z drugiej strony niektóre miękkie welwety czy tkaniny o bardziej naturalnym charakterze potrafią przez lata dobrze funkcjonować we wnętrzach prywatnych mimo niższego wyniku Martindale’a. 
Branża zaczęła więc stopniowo odkrywać coś, czego sam Martindale prawdopodobnie był świadomy od początku. Jedna liczba potrafi powiedzieć o tkaninie bardzo dużo, ale nigdy wszystkiego. 
Wynik rzędu stu tysięcy cykli, który dziś widzimy rutynowo w kartach technicznych, w latach czterdziestych prawdopodobnie wydawałby się całkowicie absurdalny. Pierwotnie chodziło przecież przede wszystkim o stworzenie powtarzalnego sposobu badania ścierania materiału, a nie uniwersalnej definicji jakości. 

Co zmieniło się dziś?

Dziś wysoki Martindale nadal ma ogromne znaczenie. Szczególnie w hotelach, restauracjach, lobby, biurach czy innych intensywnie użytkowanych przestrzeniach. Trudno wyobrazić sobie nowoczesne tkaniny obiciowe bez rzetelnych parametrów technicznych i powtarzalnych badań laboratoryjnych.Jednocześnie współczesne kolekcje coraz częściej projektuje się jako kompromis między trwałością, wyglądem materiału, komfortem użytkowania i tym, jak tkanina zachowuje się po czasie. 

To dlatego dwie tkaniny z podobnym Martindale’em mogą po kilku latach wyglądać zupełnie inaczej, mimo że laboratorium jeszcze niedawno z pełnym przekonaniem uznawało je za niemal bliźniacze przypadki. 

Dlaczego w Nastex patrzymy szerzej?

W Nastex parametry techniczne pozostają bardzo ważne, ale nigdy nie patrzymy na nie w oderwaniu od realnego użytkowania materiału. 
Przy wyborze kolekcji równie istotne są dla nas: 
– trwałość struktury, 
– odporność koloru, 
– podatność na peeling, 
– łatwość pielęgnacji, 
– komfort użytkowania, 
oraz sposób, w jaki tkanina zachowuje się po kilku latach. 

Jednocześnie wierzymy, że dobra tkanina nie powinna być wyłącznie odporna. Powinna również dobrze wyglądać, miękko pracować ze światłem, mieć odpowiednią głębię koloru i przyjemność dotyku. Ostatecznie odbiorcą tkaniny jest żywy człowiek, a nie laboratoryjna maszyna badająca ścieranie filcu. 
Bo dobra tkanina powinna dobrze wyglądać nie tylko w laboratorium i na karcie technicznej, ale przede wszystkim w codziennym życiu. A ono, jak wiadomo, bardzo rzadko przebiega zgodnie z normą laboratoryjną. 

Podobne wpisy

  • Kolory, za które się zabijało. Krótka historia bieli, władzy i wyboru 

    To nie jest po prostu sweter  W filmie Diabeł ubiera się u Prady jest scena, którą w branży kreatywnej cytuje się do   dziś. Miranda Priestly patrzy na swoją asystentkę, Andy Sachs, i mówi:  “That sweater is not just blue. It’s not turquoise. It’s not lapis. It’s actually cerulean.” “You think this has nothing to do with you.”  „Ten sweter nie jest po prostu niebieski. To nie turkus, nie lapis. To cerulean. Myślisz, że to nie ma z tobą nic wspólnego.”  Ten kolor, cerulean, przeszedł długą drogę: od pokazów mody, przez decyzje projektantów, redaktorów i producentów, aż w końcu trafił na półkę w sieciówce. A potem – na nią.  To nie była scena o swetrze. To była scena o tym, że kolory nigdy nie są niewinne.  Kolory, za które się zabijało  Zanim biel zaczęła kojarzyć się ze spokojem, a wybór koloru stał się kwestią gustu, barwa była władzą. Nie chodziło o estetykę ani o modę….

  • Tkaniny obiciowe odporne na zalanie – bo każda dobra tapicerka coś przeżyła 

    Gdy sok z porzeczki spotyka fotel tapicerowany – czyli o tkaninach obiciowych i waterproof, które znoszą życie z klasą  Wszystko zaczęło się od jednej – z pozoru niewinnej – szklanki soku z czarnej porzeczki. Tak, dokładnie tej. Gęstej, słodkiej i, jak się wkrótce okazało, wyjątkowo zdradliwej.  Kto miał dzieci, ten wie, że sok nie zna litości. Kto miał jasny fotel, ten wie jeszcze więcej.  Salon wyglądał wtedy jak z katalogu – serweta haftowana, wazon z różami, porządek aż nienaturalny. Po jednej stronie Babcia, która na tkaniny obiciowe patrzy jak na świętość. Po drugiej – Dziadek. Układał pasjansa z miną człowieka, który widział już niejedno, a przeżył jeszcze więcej.  W kącie czaił się kot – domowa wersja pumy śnieżnej – gotowy, by w najmniej odpowiednim momencie przypomnieć sobie o swojej dzikiej naturze. Na żyrandolu…

  • Styl natury. Poliester 100%.  

    Styl natury. Poliester 100%. Szczera rozmowa o tym, co naprawdę jest na metce? Wiecie Państwo, że największe marki designerskie świata: GUBI, Muuto, Fritz Hansen, tapicerują swoje fotele poliestrem? I że w 2024 roku tkanina wykonana w 100% z poliestrowego surowca odzyskanego z oceanów zdobyła nagrodę Wallpaper* Design Award? Poliester miał złą reputację i przez długi czas w pełni na nią zasługiwał, tapicerstwo meblowe zadaje zupełnie inne pytania niż moda, i odpowiedzi również są inne. Poliester w tapicerstwie: krótka historia długiej reputacji. Zaczęło się obiecująco. W 1941 roku dwaj brytyjscy chemicy, John Rex Whinfield i James Tennant Dickson, opatentowali pierwsze włókno poliestrowe, które nazwali Terylene. Materiał był wytrzymały, lekki oraz bardzo odporny na gniecenie. DuPont szybko kupił prawa i wprowadził własną…

  • Molla – tkanina, w której zakochasz się od pierwszego dotyku 

    Są tkaniny, które po prostu dobrze wyglądają na zdjęciu. I są takie, które wciągają w swoją historię – od pierwszego spojrzenia i pierwszego dotyku. Molla należy do tej drugiej grupy. To kolekcja, która sprawia, że mebel staje się czymś więcej niż miejscem do siedzenia – staje się sercem wnętrza.  Historia pewnej sofy w Molli  Weszła do salonu meblowego tylko na chwilę. Miała przecież już upatrzoną kanapę w katalogu, wszystko ustalone, kolory dobrane… A jednak zatrzymała się.  Stała tam – sofa, jakby czekała właśnie na nią. Obszyta tkaniną w odcieniu, który trudno było nazwać jednym słowem – trochę karmel, trochę kawa z mlekiem, trochę ciepłe popołudnie w sierpniu.  Przesunęła dłonią po oparciu. „O rany… jaka miękka” – pomyślała. To nie była…

  • Carino i Zoria – jedna matka, dwa charaktery 

    W świecie tkanin obiciowych można poczuć się jak w labiryncie – struktury, kolory, faktury… Każda kolekcja obiecuje jakość, a projektant czy tapicer musi wybrać tę jedyną. Dlatego dziś przedstawiamy Wam dwie nowe bohaterki z naszej oferty – Carino i Zoria. Obie pochodzą z tej samej rodziny, ale każda ma swój własny temperament.  Carino – urok w wersji soft  Carino to tkanina, która nie potrzebuje fajerwerków, by oczarować. Jej nazwa wprost oznacza urok i czułość – i dokładnie takie wrażenie robi na meblach. Miękka, przyjemna w dotyku, elegancka. Idealna do wnętrz, w których liczy się harmonia i ponadczasowy styl. Carino to materiał, który nie przytłacza, ale subtelnie podkreśla charakter wnętrza.  Zoria – energia i charakter  Z kolei Zoria to zupełnie inna…

  • Nastex: Archiwa, próbki i sploty. Nieznana historia Orient Expressu 

    W 1977 roku na aukcji w Monte Carlo ktoś kupił zardzewiałe wagony pociągu. Okazało się, że najtrudniej było znaleźć odpowiednią tkaninę.   Nocny pociąg, szesnaście milionów dolarów i problem z tkaniną. 4 października 1883 roku z paryskiego Gare de l’Est wyruszył pociąg. Georges Nagelmackers, belgijski syn bankiera z wyraźnie dobrym gustem, zapraszał do wagonów tak wyposażonych, że samo dotarcie do celu schodziło na drugi plan: intarsje z egzotycznych gatunków drewna, mosiężne okucia, obicia z tkanin zamawianych na miarę.  Wagony z tzw. złotej ery, budowane między 1926 a 1931 rokiem, podzieliły los samego pociągu. Wraz z opadaniem Żelaznej Kurtyny Orient Express tracił kolejne odcinki trasy, kraje bloku wschodniego zastępowały wagony Wagons-Lits własnym taborem, a prestiżowa linia zamieniała się stopniowo w zwykłe połączenie regionalne. W 1971 roku Wagons-Lits przestało obsługiwać trasy własnymi wagonami….